Rekomendacja T zakłada, że wartość wszystkich miesięcznych zobowiązań finansowych klienta starającego się o kredyt nie może być wyższa niż 50 proc. jego dochodów. To ma uchronić bank przed "złymi" kredytami, których udział zwiększył się w 2009 r. do 5 proc.
Procedury wyliczania zdolności kredytowej mają być wszędzie takie same. KNF chce, żeby banki uwzględniały w analizie również alimenty i całe limity kart kredytowej, debetów w koncie, linii odnawialnych.
Ponadto rekomendacja zdolności kredytowej nakłada na banki obowiązek badania stanu finansów klienta przez cały okres spłaty pożyczki, jeśli jest on dłuższy niż pięć lat (a zdecydowana większość kredytów hipotecznych jest spłacana przez dłużej niż 60 miesięcy).
Bankowcy szacują, że nowa rekomendacja kredytowa zmniejszy akcję kredytową w zależności od rodzaju produktu finansowego o 30-80 proc. Klienci natomiast pójdą do parabanków, pośredników i firm kredytowych, gdzie odsetki są ogromne. To na pewno nie ustabilizuje systemu w skali makro. Będzie rosnąć odsetek kredytów zagrożonych ryzykiem niespłacenia. Istnieje wielkie prawdopodobieństwo, że osoby będą zaciągać kolejne pożyczki na spłatę poprzednich.
Sprzeciw banków wzbudza również okres vacatio legis nowej rekomendacji. Komisja Nadzoru Finansowego chce, żeby klienci mieli pół roku na zaznajomienie się z przepisami i wdrożenie do nowej rzeczywistości. Instytucje finansowe optują za dłuższym okresem.